Wśród powszechnej komercji oraz rozwoju technologii zapomniano czym jest prawdziwy oldschool. Wszystko zastąpiło techno i plastik. A nie dobrze. Jednak są takie produkcję, które potrafią przypomnieć stare, dobre lata i przede wszystkim – mają klimat. Taką pozycją niewątpliwie jest czwarta część słynnego Grand Theft Auto: Vice City.
Jako główny bohater – Tommy, mamy za zadanie odzyskać narkotyki i pieniądze stracone podczas wymiany – pułapki, zastawionej przez wrogi gang. Wędrujemy więc do słonecznego Vice City aby odbić to co nasze. Po drodze (jak to juť jest w GTA) wykonujemy wiele misji. Ale pomijając sam ten fakt, skupmy się na samej grze. Grafika jest dobra i nie moťna mieć do niej większych zastrzeťeń. Poza tym fenomenalnie dobrana muzyka w radiach oddaje niesamowity klimat tamtych lat. Palmy, plaťa, kobiety w bikini i neony nadmorskich hoteli... Tego nie da się przedstawić słowami, to trzeba zobaczyć. Właśnie dlatego gra jest tak wspaniała. Nie dlatego, ťe jest bardzo grywalna i moťna w niej utkwić na cały dzień bez poťywienia nawet tego nie odczuwając, nie dla tego, ťe fabuła wciąga nas z kaťdą minutą, nie dla tego, ťe czeka na nas wiele ciekawych misji lecz dlatego, ťe gra ma coś czego nie da się kupić ani wgrać razem z łatką... Gra ma klimat! I to się liczy przede wszystkim.